Poczułam lekkie ukłucie na głowie mimo tego że straciłam przytomność na dość długo, co najmniej tak mi się wydawało. Otworzyłam oczy i oniemiałam. Zobaczyłam tego samego chłopaka z lekko zakłopotaną miną. Uśmiechał się lekko zakłopotany niewiedzący co ma robić, to tylko dodawało mu uroku. Postanowiłam nie patrzeć się na niego jak przysłowiowe `ciele` i miałam zamiar wstać i spytać się co się stało lecz z niepowodzeniem gdyż coś mnie w głowie mocno zabolało.
-Taaa... wiedziałem że tak będzie. Chodź ze mną to Ci wszystko wyjaśnię. - Wymówił lekko zdenerwowanym głosem.
-Nie mam innego wyboru. - Odparłam zrezygnowana.
ON wziął mnie szybkim ruchem na ręce i w mgnieniu oka wsadził do czerwonego Ferrari 458. Widocznie był bogaty... i pełnoletni. Eh. Choć raz zdaj się na instynkt - myślałam sobie w duchu. Wiedziałam, no może nie od razu wiedziałam, ale czułam że nic mi nie może się przy nim stać. Jechaliśmy prosto, na początku pędził jak szalony, lecz gdy dostrzegł moje zaniepokojenie zwolnił. Rozumieliśmy się bez słów. W radiu leciał akurat Mans Zelmerlow - Brother Oh Brother. Gdy zaczęłam sobie nucić pod nosem uśmiechał się i skwitował to jednym i jedynym zdaniem podczas naszej podróży:
-Ładny masz głos.- I tyle było po naszej rozmowie.
Nie powiem urodą dorównywał znanym aktorom. I te lego oczy w kolorze mlecznej czekolady... Ideał.
***
Dojechaliśmy do jego domu po 15 minutach, a głowa bolała mnie coraz bardziej. Mieszkał jak na bogatego dzieciaka przystało: gustowny wystrój i bogate wnętrze. Lecz gdy tylko weszliśmy do domu poczułam że nie lubi tu przebywać. Wydawał się taki przygnębiony... Po chwili stwierdziłam że tu jest strasznie cicho. Słychać było tylko odgłosy służącej która pojawiła się na początku, gdyż otwierała nam drzwi i tyle było po niej. Musiałam o to spytać.
-Gdzie twoi rodzice... - Przerwałam gdyż zauważyłam że nie znam jego imienia.
-Dawid. - Dokończył z uśmiechem.
-Miło mi. Karolina. - Przedstawiłam się.
-Ok. Dobra... muszę odpowiadać? - Zapytał lekko poirytowany.
-Jak nie chcesz... - Odparłam z wygasłym entuzjazmem.
-No dobra... Mama ehh.. jej nigdy nie ma. Praca. A tata pracuje. Za granicą. - Odpowiedział z obojętnością, lecz czułam że za tą maska kryje się coś więcej.
-Wszystko dobrze? - Spytałam przejęta.
-Nic nie jest dobrze. Lepiej będzie jak ci opatrzę głowę i sobie pójdziesz. Nie jestem dobrym towarzystwem dla takiej dziewczyny... - Odparł bez uczuć.
Miałam ochotę się po prostu rozpłakać jak małe dziecko. A ja głupia myślałam że mnie lubi! Manipulant, demagog! Ja mu jeszcze pokaże... No właśnie, co mu pokażę? Przecież nie będzie okazji. Nagle jedna łza spłynęła po moim policzku.
-Aż tak boli?
-Taa..a..ak -Wyjąkałam. Miałam ochotę powiedzieć coś zupełnie innego.
Dawid przyłożył mi worek z lodem i dał jakiś napój na `poprawę samopoczucia`. Ehh. też mi coś! Lecz rzeczywiście lepiej się czułam. Odprowadził mnie do auta i sam zajął miejsce za kierownicą.
-Gdzie mieszkasz? - Spytał niby z radością.
-Niedaleko miejsca w którym mnie znalazłeś.
-Aha. Czyli prosto.
Jechaliśmy w milczeniu. Dojechał do mojego domu gdyż uparł się że musi mieć pewność czy nic mi nie jest. Weszłam do mieszkania ze wściekłością i z takim samym uczuciem zatrzasnęłam drzwi. To nie koniec. To dopiero początek...