"Jedynym bólem jaki przeraża mnie w śmierci, jest to, że można umrzeć nie z miłości."

7 kwietnia 2011

Rozdział 3 -

Weszłam powolnym tempem na górę włączyłam komputer i wygrzebałam z półki jakieś luźne ciuchy. Gdy się przegrałam przeglądnęłam parę stron internetowych lecz nic nie przykuło wystarczająco mojej uwagi poza tym że jakiś sławny chłopak miał mieć koncert w naszym mieście, ale na nieszczęście flash mi się zepsuł więc nie mogłam oglądnąć zdjęcia tego delikwenta. Szybkim ruchem wyciągnęłam wtyczkę od komputera bo miałam go dość. Wyjrzałam przez okno i poczułam się trochę głupi. Taka ładna pogoda a ja siedzę w domu. Jednak pozostałam w nim. Nie miałam ochoty patrzeć na innych. Po prostu jednym słowem - koszmar!
***
Sorka że tak mało, ale dopisze za kilka godzin resztę . 

29 marca 2011

Rozdział 2 - To nie koniec. To dopiero początek...

Poczułam lekkie ukłucie na głowie mimo tego że straciłam przytomność na dość długo, co najmniej tak mi się wydawało. Otworzyłam oczy i oniemiałam. Zobaczyłam tego samego chłopaka z lekko zakłopotaną miną. Uśmiechał się lekko zakłopotany niewiedzący co ma robić, to tylko dodawało mu uroku. Postanowiłam nie patrzeć się na niego jak przysłowiowe `ciele` i miałam zamiar wstać i spytać się co się stało lecz z niepowodzeniem gdyż coś mnie w głowie mocno zabolało.
-Taaa... wiedziałem że tak będzie. Chodź ze mną to Ci wszystko wyjaśnię. - Wymówił lekko zdenerwowanym głosem.
-Nie mam innego wyboru. - Odparłam zrezygnowana. 
ON wziął mnie szybkim ruchem na ręce i w mgnieniu oka wsadził do czerwonego Ferrari 458. Widocznie był bogaty... i pełnoletni. Eh. Choć raz zdaj się na instynkt - myślałam sobie w duchu. Wiedziałam, no może nie od razu wiedziałam, ale czułam że nic mi nie może się przy nim stać. Jechaliśmy prosto, na początku pędził jak szalony, lecz gdy dostrzegł moje zaniepokojenie zwolnił. Rozumieliśmy się bez słów. W radiu leciał akurat Mans Zelmerlow - Brother Oh Brother. Gdy zaczęłam sobie nucić pod nosem uśmiechał się i skwitował to jednym i jedynym zdaniem podczas naszej podróży:
-Ładny masz głos.- I tyle było po naszej rozmowie.
Nie powiem urodą dorównywał znanym aktorom. I te lego oczy w kolorze mlecznej czekolady... Ideał. 
***

Dojechaliśmy do jego domu po 15 minutach, a głowa bolała mnie coraz bardziej. Mieszkał jak na bogatego dzieciaka przystało: gustowny wystrój i bogate wnętrze. Lecz gdy tylko weszliśmy do domu poczułam że nie lubi tu przebywać. Wydawał się taki przygnębiony... Po chwili stwierdziłam że tu jest strasznie cicho. Słychać było tylko odgłosy służącej która pojawiła się na początku, gdyż otwierała nam drzwi i tyle było po niej. Musiałam o to spytać.

-Gdzie twoi rodzice... - Przerwałam gdyż zauważyłam że nie znam jego imienia.
-Dawid. - Dokończył z uśmiechem.
-Miło mi. Karolina. - Przedstawiłam się.
-Ok. Dobra... muszę odpowiadać? - Zapytał lekko poirytowany.
-Jak nie chcesz... - Odparłam z wygasłym entuzjazmem.
-No dobra... Mama ehh.. jej nigdy nie ma. Praca. A tata pracuje. Za granicą. - Odpowiedział z obojętnością, lecz czułam że za tą maska kryje się coś więcej.
-Wszystko dobrze? - Spytałam przejęta.
-Nic nie jest dobrze. Lepiej będzie jak ci opatrzę głowę i sobie pójdziesz. Nie jestem dobrym towarzystwem dla takiej dziewczyny... - Odparł bez uczuć.
Miałam ochotę się po prostu rozpłakać jak małe dziecko. A ja głupia myślałam że mnie lubi! Manipulant, demagog! Ja mu jeszcze pokaże... No właśnie, co mu pokażę? Przecież nie będzie okazji. Nagle jedna łza spłynęła po moim policzku.
-Aż tak boli? 
-Taa..a..ak -Wyjąkałam. Miałam ochotę powiedzieć coś zupełnie innego. 
Dawid przyłożył mi worek z lodem i dał jakiś napój na `poprawę samopoczucia`. Ehh. też mi coś! Lecz rzeczywiście lepiej się czułam. Odprowadził mnie do auta i sam zajął miejsce za kierownicą.
-Gdzie mieszkasz? - Spytał niby z radością.
-Niedaleko miejsca w którym mnie znalazłeś.
-Aha. Czyli prosto.
Jechaliśmy w milczeniu. Dojechał do mojego domu gdyż uparł się że musi mieć pewność czy nic mi nie jest. Weszłam do mieszkania ze wściekłością i z takim samym uczuciem zatrzasnęłam drzwi. To nie koniec. To dopiero początek...

28 marca 2011

Rozdział 1 - Te oczy .

Usiadł obok mnie jakby nigdy nic. Zwrócił ku mojej twarzy głowę uśmiechnął się i włożył słuchawki do uszu. Zachowywał się inaczej niż przed trzema minutami. Jakby zapomniał co się stało. Ja jednak siedziałam jak zaczarowana patrząc na niego. Te oczy... Duże i o kolorze czekolady. Po prostu niesamowite. A z daleka wydawały się niebieskie, lecz to pewnie złudzenie, gdyż stał obok lśniącej tafli stawu. Chłopak zdjął słuchawki przyjrzał mi się i powiedział cicho:
- Masz czerwone oczy.
Nagle zrobiło mi się głupio. Fakt. Przed kilkoma minutami uroniłam parę łez. Ale tylko parę, lecz on to mimo mroku nocy zauważył.
-I co z tego. - Tymi słowami chciałam zakończyć naszą rozmowę, lecz w głębi siebie czułam że mam ochotę zostać  nim, rozmawiać i śmiać się do upadłego.
-Jak chcesz. - Powiedział i natychmiast się odwrócił.
-Przepraszam. - Wypowiedziałam z zawstydzeniem.
-Za co? To nie mój interes. Nie masz obowiązku mi się spowiadać.
-Może i masz rację. No dobra może zrobimy tak: coś za coś. Mnie interesuje to dla czego pokłóciłeś się ze swoją dziewczyną, a Ciebie interesuje to dla czego mam takie oczy. - Gdy to powiedziałam modliłam się w duchu żeby chłopak się zgodził.
-No... niech Ci będzie. Kto pierwszy? - Zapytał.
-Ty. - Odpowiedziałam z nieśmiałym uśmiechem.
-Dobra. Ymm... Tamta dziewczyna to Anna. Niestety moja była dziewczyna. Poszło o to że nie miałeś dla niej czasu. Wieczne wyjazdy do... - chłopak się zawahał - Powiem Ci w swoim czasie, skoro teraz nic nie zauważyłaś. Dobra teraz ty. 
Ehhh... Liczyłam na jakąś ciekawą informację o nim, a to co mi powiedział zdążyłam już sama wywnioskować. No to teraz muszę coś wymyślić bo stwierdzi że nie jestem warta uwagi, gdy powiem mu że to prze mojego byłego.
- Wspomnienia z dzieciństwa. Wiesz pierwsza miłość i takie tam... - Uśmiechnęłam się krzywo.
-Aha. Mogę? - Wskazał na moją dłoń.
-Jak chcesz. - Odpowiedziałam obojętnie.
Wziął moją rękę i napisał na niej coś czarnym długopisem. Liczyłam że niezmywalnym. Gdy rękę dałam sobie pod nos bo nic nie było widać zauważyłam małe cyferki. Zrobiłam to samo i napisałam mu swój numer. Czułam że to nie koniec i że nie nastąpi on szybko. Co najmniej miałam taką nadzieję...
***
Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca i ku mojemu zdziwieniu śpiew ptaków choć był koniec lutego. Wiosna tuż, tuż. Szybko wygramoliłam się z łóżka włożyłam na siebie długą fioletową tunikę z napisem: Forever ♥ .i czarne legginsy. Ubrałam pantofle i poszłam do łazienki. Okiełznałam moje włosy które sterczały we wszystkie kierunki umyłam zęby i twarz i dosłownie pofrunęłam na dól. Wszyscy spali więc zrobiłam sobie kilka kanapek z nutellą. Gdy miałam plan na cały dzień ubrałam moje ulubione trampki i wyszłam z domu. W połowie dogi zauważyłam że zapomniałam telefonu. Gdy miałam wracać naglę coś we mnie uderzyło i tyle widziałam...

Prolog .

Noc, godzina 22:34. Szłam wąską alejką w parku. Nie spodziewałam się nikogo spotkać o tak późnej porze, lecz jednak ku mojemu zaskoczeniu można było spotkać zakochane pary jak i starsze osoby w wieku 5o do 70 lat. Każdy podziwiał niebo bo dzisiejszej nocy było wyjątkowo piękne. Chmur nie było, a gwiazdy błyszczały całą swoją mocą. Jak w bajce... Wędrując słuchałam mojej ulubionej piosenki która leciała z ukochanej mp4: Kelly Clarkson - Because Of You. Myślałam o minionych latach zmarnowanych przez jednego chłopaka. Musiałam brać się do roboty i zacząć dbać o swoją przyszłość, lecz wcale nie było to takie łatwe. Czemu nic nie jest tak jak by się chciało? Ehh... mówi się trudno. Moje rozmyślania przerwał pewien męski głos z odległości około 30 metrów. Odwróciłam się żeby zobaczyć o co chodzi i zobaczyłam dwie osoby. Dziewczynę i chłopaka który biegł za nią nie dając za wygraną. Zdjęłam słuchawki i przysłuchałam się ich rozmowie, tak jak myślałam - chłopak zawinił. Z tego co zrozumiałam z krzyków i płaczu dziewczyny oraz błagania chłopaka ona miała go dość. Podróże po całym świecie i zero czasu dla niej. Skręciłam w lewo żeby od nich odpocząć i usiadłam na ławce. Zaczęłam rozmyślać o swoim byłym chłopaku, a oczy zaszkliły mi się łzami. Wtem się odwróciłam bo zobaczyłam że na ławce usiadł również ten nieznajomy chłopak...
***
Chwilowo to tyle. Dziś może 1 rozdział .